piątek, 7 marca 2014

Rozdział 7

 Caroline:

Po rozmowie ze Stefanem wyjęłam telefon z kieszeni i zobaczyłam dziesięć wiadomości i kilka nieodebranych telefonów. Wszystkie były od mamy. Cały ten czas miałam wyciszoną komórkę. Nie czytając nawet smsów zadzwoniłam do niej. Już po chwili usłyszałam jej melodyjny głos, aczkolwiek przepełniony emocjami.
- Caroline, dzięki Bogu. Co się dzieje? Dlaczego nie obierałaś telefonów? Gdzie byłaś tak długo? – obsypywała mnie pytaniami, a ja nie wiedziałam jak na nie odpowiedzieć.
- Eeee… to długa historia. Naprawdę nie warta, żebyś sobie zaprzątywała nią głowę. Byłam u Bonnie, wiesz zrobiłyśmy sobie babski wieczór. – próbowałam jakoś jej wytłumaczyć moją nieobecność, bez mówienia jej, że zaatakował mnie łowca.
- Czegoś mi nie mówisz, Caroline jesteś zdenerwowana.
- Nie, nie.. ja po prostu am… jestem trochę zmęczona i tyle. Rano wracam do domu, a ty kiedy, bo jest już 4 nad ranem.
- To już ta godzina?? – pewnie straciła poczucie czasu. – Okej to ja się zbieram, do zobaczenia w domu. Papa kochanie.
- Pa. – poczułam ogromną ulgę, że nie będę musiała jej do tego mieszać.
Do salonu przyszedł Stefan z woreczkiem krwi, który mi podał.
- Dzięki. Ej Stefan.
- Tak?
- Mogę tu posiedzieć tak do 8, bo powiedziałam mamie, że wrócę rano, a tak szczerze to nie wiem gdzie iść– w moim głosie było słychać zmęczenie tym wszystkim co się wokoło mnie działo.
- Jasne, nie ma problemu. – uśmiechnął się i nagle zniknął, po czym znów się pojawił tym razem z kocem na rękach. – Trzymaj, powinnaś się przespać, bo nie będziesz miała siły wprowadzić w życie nasz plan.
- Dzięki. – Po chwili leżałam na kanapie.
O 8:07 byłam już w domu. Zobaczyłam, że mama odsypia nockę, której jestem pewna nie było w planach. Poszłam do swojego pokoju i miałam ochotę rzucić się na łóżko, ale jednak opamiętałam się i poszłam w stronę łazienki. Wzięłam chłody prysznic, aby się obudzić, choć nie wiem czy poskutkowało. Może wpływał na to fakt, że wieczorem musze zrobić coś, na co tak naprawdę nie mam ochoty. Wzięłam głęboki oddech, zawinęłam się w ręcznik i  wyszłam z łazienki. Podniosłam wzrok i poczułam jak serce zaczyna mi szybko łomotać w klatce piersiowej.
- Mmmm… Szkoda, że jesteś wampirem – usłyszałam ten arogancki głos.
- Co ty tutaj robisz?! – cofnęłam się o krok.
- Ah no tak – energicznie wstał. – Jestem tu, aby się upewnić, że wywiążesz się z naszej umowy.
- Możesz być spokojny, dostaniesz miecz. W swoim czasie.
- Konkretnie? Z reguły należę do osób cierpliwych, ale w tym przypadku czas jest najważniejszy.
- Dostaniesz go!! Jasne? Dzisiaj wieczorem spotkamy się w lochach Lockwoodów. – Podeszłam bliżej niego. – Ale pamiętaj, że jeśli zrobisz coś dziewczynie, to klątwa będzie twoim najsłabszym argumentem.
- Uuuu… Jeszcze pomyślałbym, że mi grozisz. Lubię takie dziewczyny. – Podszedł do mnie i odgarnął mi lok z policzka. Przysunął swoje usta bliżej mojej szyi. – Ale pamiętaj to ja jestem dwa kroki przed tobą. – Nathan szybko wyszedł z mojego pokoju po czym, opuścił dom. Na całe szczęście mama jeszcze spała, więc nie widziała go.
Znów poczułam się przytłoczona całą sytuacją i nie mogłam znieść tego, że mimo wszystko to ja jestem kontrolowana. Postanowiłam, że nie zadzwonię do Klausa, żeby się z nim umówić na rozmowę, tylko poczekam, aż sam przyjdzie do baru.
Ubrałam na siebie dresy, usiadłam na łóżku, poczym położyłam się na nim  i znów zasnęłam.
Obudził mnie dzwonek do drzwi. Zeszłam ospale i otworzyłam. W progu stał nie kto inny jak Stefan.
- Ty jeszcze nie gotowa? Zaraz musisz iść do Grilla. Matt napisał mi, że Klaus tam niedawno przyjechał.
- Zniszczyłeś mój sen o tym, że to właśnie był sen – niby żart, ale jednak wolałabym, żeby to była prawda. Zaprosiłam go do środka i kazałam się rozgościć. – Wracam za kilka minut – i zniknęłam w moim pokoju. Szybko się ubrałam, chciałam wyglądać pociągająco, ale mój grymas wszystko psuł. Na koniec przeciągałam rzęsy tuszem i delikatnie podkreśliłam usta pomadką. Poczym  powoli zeszłam na dół.
- No to jak wychodzimy? – spytał Stefan co równie dobrze może oznaczać „Masz już wszystko?”
- Zaczekaj. Musze jeszcze przykleić mój sztuczny uśmiech i możemy iść – Stefan się zaśmiał, podszedł do drzwi i mi je otworzył.
- No już. Idziemy. – Weszliśmy do samochodu. Całą drogę spędziliśmy w milczeniu. Stefan wiedział, że to co dzisiaj będę musiała zrobić nie będzie łatwe od początku do samego końca, ale było to konieczne. Podwiozłam go bliżej posiadłości Michelsonów, a sama skierowałam się do Grilla.
Powoli otworzyłam drzwi od baru. Wahając się, weszłam w końcu do środka, wciąż wyglądając Klausa. Zobaczyłam go jak popija drinka. Nagle dostałam sms od Stefana: „Wszedłem do domu, wyśle Ci widomość jak już będę miał miecz.”, na co odpowiedziałam krótkim, najlepiej trafiającym „Okej” . Wzięłam głęboki oddech, nałożyłam uśmiech i podeszłam do pierworodnego.
- Jeszcze wpadniesz w alkoholizm – palnęłam pierwsze co mi przyszło do głowy i usiadłam koło niego.
- A Caroline. To chyba musi być coś naprawdę ważnego, że no wiesz zbliżasz się do mnie. Z tego co mi wiadomo mam trzymać się od ciebie z daleka, więc jaki jest powód, że się do tego nie dostosowujesz? – nie uśmiechał się, nie okazywał żadnych emocji, nawet na mnie nie patrzył. Rozumiałam jego gniew i nienawiść do mojej osoby.
Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć, czułam, że go zraniłam, ale on też nie był bez winy. Zrezygnowałam z bezsensownych rzeczy o których miałam mówić, aby go zagadać i postawiałam na szczerą rozmowę.
- Wiesz, że powiedziałam to z przypływu złości.
- Tylko wytłumacz mi jakie jest źródło tej złości?
- No przecież ty. Trzymałeś mnie zamkniętą, nie mogłam wyjść i ostrzec mamę i moich przyjaciół, że w mieście grasuje stuknięty łowca z wilkołacznym jadem – wymówiłam na jednym wdechu.
- I właśnie przed tym chciałem cię chronić. Wiem, że ty byś oddała za nich życie, ale ja bym nie pozwolił ci na takie poświęcenie, bo z jakiegoś powodu martwcie się o ciebie! - Nie powinnam być zaskoczona jego słowami, ale czułam jakby ktoś wygarnął mi prawdę, której nie chciałam usłyszeć, od której starałam się za wszelka cenę uciec. Choć może problemem nie było to, że nie chciałam jej znać, może problemem było to, że NIE POWINNAM jej znać.
Chciałam się odezwać, przerwać tę ciszę, kiedy to dostałam sms od Stefana „Mam miecz, możesz już wychodzić.”
Nie chciałam zakończyć rozmowy głupim odejściem, musiałam mu powiedzieć, że to w jaki sposób mnie ogranicza, wcale nie zbliża nas do siebie, ani o odrobinę. Co więcej sprawia, że mam ochotę walnąć go i wyjść.
- Klaus musisz mi pozwolić na podejmowanie własnych wyborów, nie patrząc jakie konsekwencje one przyniosą. Muszę sama kontrolować własne życie. Inaczej zatracę siebie.
Ja… - nie mogłam dokończyć zdania, gdyż przeszkodziły mi wibracje mojego telefonu. Kolejny sms od Stefana „Gdzie jesteś??” .
Wstałam z krzesła i przez chwilę patrzyłam na siedzącego przy barze Klausa, który z nijaką miną przyglądał się bursztynowemu trunkowi w szklance.
- Muszę już iść – pozbawiona jakichkolwiek złudzeń, że w końcu mi się udało dotrzeć do niego, podeszłam do drzwi Grilla. – Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz – wiedziałam, że po mimo hałasu jaki tam panował, hybryda mnie usłyszała.
Wsiadłam do samochodu i jak najszybciej ruszyłam w wybrane miejsce. Wystukałam numer do Stefana i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Po chwili się odezwał.
- Care, gdzie ty jesteś?
- Przepraszam, ale rozmowa się przedłużyła. A ty gdzie?
- Koło lochów?
- Okej to czekaj tam na mnie. Zaraz będę – rzuciłam komórkę na sąsiedni fotel i przydusiłam pedał gazu.
Wysiałam i wampirzą szybkością znalazłam się koło przyjaciela.
- Bardzo ci dziękuję Stefan, że zdobyłeś ten miecz i wiem, że to było niebezpieczne i że nie powinnam cię o to prosić , ale naprawdę nie miałam do kogo pójść z tym, bardzo, bardzo ci za to dziękuję i…
- Caroline przestań, wiesz bardzo dobrze, że możesz nam mnie liczyć i nie musisz mi za to dziękować… A nie czekaj, możesz postawić mi piwo – bezwarunkowo się uśmiechnęłam.
- Haha, nie ma problemu.
- No to jak idziemy?
- A no właśnie, będzie lepiej, jeśli sama tam pójdę.
- Nie ma mowy, idę z Tobą!.
- Uwierz, że ten facet nie będzie zadowolony, jeśli cię przyprowadzę.
- Dobra, ale będę na was czekał przy samochodzie.
- Dziękuję- wzięłam miecz i szybkim krokiem weszłam do lochów.
Pierwsza myśl jaka mi przyszła, kiedy zobaczyłam tego gnoja, była oczywiście chęć zabicie go.
- Wiedziałem, że sobie poradzisz. Wystarczyło użyć tylko kobiecych zdolności i już cel osiągnięty.
- Przypomnij mi dlaczego ty jeszcze stąpasz po tej ziemi?
- Oj Caroline odrzućmy na bok te niemiłe słówka i przejdźmy do rzeczy. Bądź tak miła i daj mi miecz.
- Najpierw chcę zobaczyć, że z April jest cała.
- A no widzisz, bo dziewczyna sprawiła pewne problemy i…
- GDZIE JEST APRIL!!!
- Na pewno nie wśród żywych.
- Tyy!!! – wściekła rzuciłam się na niego, już miałam wbić kły w jego szyję, gdy poczułam jak dwa kołki ocierają się o moje serce. Padłam bezsilnie na ziemie. Podniosłam lekko głowę i zobaczyłam jak pięć metrów dalej w ciemnym kącie leży martwa April.
- Aaaapril – łzy pociekły mi po policzkach. – Ty potworze!!! Jak ty mogłeś, jak mogłeś ją zabić, przecież ona nic nie zrobiła!!! – nie byłam w stanie powstrzymać napływającego płaczu. Mimo że moje serce wciąż biło, w środku czułam się martwa, nie było tam nic prócz smutku i żalu. - Dlaczego.. dlaczego to mnie nie zabiłeś?!! – krzyknęłam.
- Bo chcę byś żyła ze świadomością, że jej nie uratowałaś, że byłaś zbyt słaba, aby cokolwiek zrobić.
- Nie, to nieprawda. – po cichu zaprzeczałam, nie mogłam pojąć, co się stało.
Łowca podniósł miecz, odsłonił szereg zębów i spokojnym krokiem opuścił podziemie.
Spojrzałam na kołki wciąż tkwiące w moim ciele. Szybko złapałam za jeden i gwałtownie go wyciągnęłam, z drugim postąpiłam tak samo, nie mogąc powstrzymać jęków bólu. Powoli podciągnęłam się do April, podniosłam drżącą rękę i delikatnie dotknęłam policzka dziewczyny.
- Aaapril… - mamrotałam nie przestając szlochać. Czułam jak jej martwe oczy spoglądają bezdusznie na mnie. – Prze..prze...praszam cię. To moja wina – chwyciłam ją i ostrożnie przytuliłam do siebie, jakby była najkruchszą istotą na świecie.
- To jest tylko i wyłącznie moja wina – łzy kapały na bladą cerę dziewczyny. – Nie uratowałam cię, tak bardzo przepraszam,…. prze..praszam. – Przycisnęłam jej chłodne ciało mocno do siebie. To przeze mnie ona nie żyła, nie potrafiłam jej ocalić.
Gdy powoli się otrząsałam, wolnym ruchem zamknęłam jej puste oczy. Wstałam z ziemi i czułym ruchem wzięłam ją na ręce.
Idąc przez ciemny las, miałam wrażenie, że to nie miał on końca. Nie mogłam uwierz, że i moja halucynacja i sen się ziściły, tak jakby od samego początku była mi przypisana ta strata i bezradność. Tak wiele rzeczy wymykało się spod kontroli, nie potrafiłam zapanować nad tym co się wokół mnie działo. Ogarnął mnie całkowity brak siły i gruntu po nogami. Wewnątrz mnie nie był już nic, kompletnie nic.


Gdy wyszłam z lasu, Stefan odwrócił się w moją stronę.
- Caroline, co, co się stał? – spytał, podbiegając do mnie i z żalem patrząc na martwe ciało April.
- Stefan. – upadłam na kolana wciąż mocno trzymając dziewczyny w objęciach. – Ona nie żyje, ona nie żyje.. – kolejny potok łez spłynął mi po policzkach. – Tak bardzo mi przykro…


Na samym początku chciałbym bardzo przeprosić wszystkim moich czytelników za tak niewybaczalnie długą przerwę, ale po prostu nie miałam weny, kompletnie nie wiedziałam co mam napisać. Na laptopie była ½ rozdziału od miesięcy, ale nie wiedziałam co mam dalej napisać, a szczerze mówiąc nie jestem zadowolona z całego. Jeszcze raz bardzo przepraszam i mam nadzieję, że jeszcze ktoś pamięta o moim blogu.
Pozdrawiam :**** I jeszcze raz przepraszam za przerwę i rozdział. 

czwartek, 23 maja 2013

Uwaga

 Jest to bardzo ważne dla mnie!!!


Otóż chciałbym, aby każdy kto pisze bloga o Klaroline podał mi linka do niego lub jeśli zna inną stronę (o Klaroline) to również proszę o linka. Nawet jesli czytałam bloga to proszę o wszystkie za wyjątkiem tych, które obserwuję. Z góry dziękuję :D

Libester Award

         

Na początku bardzo chcę podziękować za nominację Milenie z http://kobieta-ze-stali.blogspot.com oraz Sashelle z http://klaroline.blox.pl. Bardzo sie cieszę, że wybrałyście mój blog. :)


Nominowany musi:
1.Odpowiedzieć na pytania nominującego.
2.Nominować 11 blogów i zadać im 11 pytań.


Odpowiedzi na pytania Sashelle:
1. Do Grecji, ponieważ kocham mitologię grecką.
2. Piwny.
3. Ah lepiej nie mówić.
4. Tak. Dwóch braci.
5. Albo 5.18 albo 5.27 nie pamiętam.
6. Gerber i róża.
7. Elenę ze względu na tę ilość przystojniaków jakie całowała, ale jednak wolałabym Caroline -> Joseph Morgan co tu więcej mówić.
8. Josephem Morganem.
9. Jest ich wiele, ale teraz na pierwszym miejscu jest Impossible James Arthur.
10. Malowanie, pisanie, sitówka itp.
11. Upał.


Odpowiedzi na pytania Mileny:
1. Szczerze powiem to nie wiem czy mam jakiś talent, ale jeśli miałabym wybrać to malowanie.
2. Wole nie pisać tego nawet tutaj.
3. Bram Stoker "Dracula"
4. Lipca.
5. Spotkać ekipę TVD i cofnąć sie do XIX wiecznej Anglii i kilka innych.
6. Projektowanie wnętrz.
7. Piwne.
8. Nie.
9. Adam Lambert, James Arthur, Jared Leto i Gerard Way
10. J. angielski.
11. Lato.


Moje pytania:
1. Jak masz na imię i ile masz lat?
2. Dlaczego postanowiłaś pisać bloga?
3. Twoja ulubiona para z TVD?
4. Co robisz w wolnym czasie?
5. Uprawiasz sport, a jeśli tak to jaki?
6. Masz zwierzęta?
7. Twoja ulubiona książka?
8. Twój ulubiony film?
9. Lubisz Draculę?
10. Twój ulubiony zespół?
11. Jaka była Twoja reakcja na wieść, że zobaczymy Klausa Juniora.


Pamiętam zasadę, że nie nominuje się osobę, która Cię nominowała, więc
Nominuję:
1.http://ilovevd.blogspot.com/
2.http://klaroline-tvd.blogspot.com/
3.http://nic-nie-jest-dobre-ani-zle.blogspot.com/
4.http://tvd-caroline-klaus.blogspot.com/
5.http://caroline-klaus-love-story.blogspot.com/
6.http://inthatwayiunderstoodhimandilovedhim.blogspot.com/
7.http://klaroline.bloog.pl
8.http://klaroline-diary.blogspot.com/
9.http://caroline-klaus-love-for-ever.blogspot.com/
10.http://place-of-art.blogspot.com/
11.http://nie-igraj-z-miloscia.blogspot.com/

Jeszcze raz dziękuję dziewczynom za nominację i zachęcam do przeczytania ich blogów. :)

niedziela, 7 kwietnia 2013

The Versatile Blogger

[Aktualizacja]

Serdecznie dziękuję za nominację:
MissBloody z bloga http://wamp-mania.blogspot.com,
Caroline Mikaelson z bloga http://mikaelsonfamily.blogspot.com,
Milenie z bloga http://porywy-serca.blogspot.com,
Klausoholiczce z bloga http://carolineiklaus-loveforever.blogspot.com/,
Nelivce z bloga http://darkest-dream.blogspot.com/ 
Yśce z bloga http://katie-jonson-story.blogspot.com.

 Bardzo się cieszę, ze wybrałyście mój blog.




Każdy nominowany powinien:
1.Podziękować nominującemu
2.Pokazać nagrodę na blogu
3.Ujawnić siedem faktów o sobie
4.Nominować dziesięć blogów i poinformować o tym

Siedem faktów o mnie:
1.Lubię malować i rysować.
2. Słucham metalu, rocka, rzadko popu.
3.Strasznie boję się pająków.
4.Zawsze chciałam mieć węża.
5.Uwielbiam mitologię grecką.
6.Gram w unihokeja i siatkówkę.
7.W przyszłości chciałbym mieszkać w Londynie.

Nominuje:
10.http://hate-is-the-beginning-tvd.blogspot.com/

Jeszcze raz bardzo dziękuję <3

sobota, 6 kwietnia 2013

Rozdział 6


Caroline:

            Uśmiechał się do mnie, jakby nic się nie stało. Nie mogłam w to uwierzyć, po tym wszystkim co się wydarzyło, on się zachowuje, jakby to było nic.  Zaczął do mnie podchodzić, a ja poczułam, jak wysuwają mi się kły. To zapach krwi tak na mnie zadziałał, zobaczyłam jak wyciąga torebkę i podaje mi ją.
- Powinnaś coś zjeść. Jesteś wyczerpana. – powiedział spokojnym głosem, nie przestając się uśmiechać.  Odsunęłam twarz, dając mu do zrozumienia, że nie chcę już jego pomocy. Stracił uśmiech, a na jego miejscu pojawiło się zrezygnowanie, odsunął się na kilka kroków i położył worek z krwią na komodzie.  Podszedł znów bliżej mnie, złapał mnie za podbródek i delikatnie przesunął w jego stronę. – Caroline... – zaczął, lecz mu przerwałam.
- Jak mogłeś to zrobić?.  – spojrzałam na niego. – Nie rozumiem Twojego zachowania. – gwałtowanie wstałam. – Najpierw jesteś czuły i troskliwy, taki… taki jaki chciałam, żebyś był, a potem jesteś zimy, szorstki. Jestem świadoma, że to przez to zrobiłam, ale chyba wiesz, że nie mogłam, a także, że to nie był powód, żeby bić się ze Stefanem, Klaus.
- To on pierwszy mnie zaatakował. – próbował się tłumaczyć.
- Tak, ale on chciał mi pomóc. – Hybryda zamilkła.
- Przecież nie mogłem bezczynnie patrzeć, jak wychodzisz i jesteś narażona na niebezpieczeństwo, nie rozumiesz, że chcę Cię chronić. – mówił jakby to była moja wina.
- A czy Ty nie rozumiesz, że ja mam przyjaciół, rodzinę, a właściwie to tylko mamę, ale to nie ma znaczenia… Chodzi o to, że też chcę ich chronić. Nie mogę bezczynnie patrzeć jak są narażeni na niebezpieczeństwo, a ja nie mogę nic zrobić, bo mi na to nie pozwalasz. – Musiał zrozumieć, że zależy mi na moich bliskich. Przecież ten łowca jest zdolny do wszystkiego. Nie tylko może zabić wszystkie ważne dla mnie wampiry, ale także Matta, moją mama, a nawet April, bo nie zapomniałam jak Connor bezdusznie wbił w jej brzuch nóż, aby dziewczyna zwabiła nas swoją krwią. Wszystko może się zdarzyć, a ja muszę być przy nich. – Klaus, muszę iść do nich. Proszę Cię pozwól mi na to. – Poczułam jak mój głos robi się łagodniejszy i spokojniejszy. Nie chciałam tego, musiałam być stanowcza. Nie mogłam pokazać, że nie radzę sobie z tym wszystkim, że ta cała sytuacja, jest dla mnie ciężka, nie mogłam, nie przy nim…
- Niestety nie mogę Ci na to pozwolić. - po jego słowach szybko ruszyłam w stronę drzwi. On jednak jako pierwotny był szybszy. Znalazł się miedzy mną, a klamką.
- Klaus wypuść mnie!! Teraz! – krzyczałam, lecz ona stał nieugięty na moje słowa. – Nie mogę uwierzyć, że znów to robisz. – Odsunęłam się od niego i złapałam się bezradnie za głowę.
- Ja chcę tylko, żebyś była bezpieczna i tyle. Czy naprawdę tak ciężko jest Ci to zrozumieć! – już nie mówił tylko krzyczał. Zaczęłam się go bać, ale wciąż wiedziałam, czego pragnę.
- A może ja nie chce Twojej pomocy. Co?! Może mam już tego dosyć. – zamilknął. Tylko patrzył na mnie szklanymi oczami. Podeszłam do niego . – Jeśli naprawdę chcesz mnie chronić, to trzymaj się ode mnie z daleka. – powiedziałam mu w twarz i udałam się w stronę drzwi. Moje serce waliło jak szalone. Złapałam chwiejnie za klamkę, bo już nie miałam siły, ta kłótnia wyczerpała mój limit energii. Ku mojemu zdziwieniu, hybryda mnie nie zatrzymała, mogłam spokojnie pójść do moich najbliższych.  


Klaus:

            Jak ona mogła to powiedzieć. Co ona sobie w ogóle wyobraża. Jest taka niewdzięczna. Powinna mi dziękować, że chcę ją chronić. Ogarnęła mnie nieposkromiona wściekłość. Chciałem się wyżyć. Podszedłem szybko do  stojącego obok stolika i z całej siły uderzyłem nim o ścianę.  Po całym pokoju latały szkice. Nie mogłem się opanować i po chwili krzesło leżało w strzępach.
- Po co ja się  tak staram, Ciebie i tak to nie obchodzi!!! – krzyczałem, myśląc, że to pozwoli mi się uspokoić. - … Ciebie i tam to nie obchodzi. – złapałem się bezradnie za głowę. Dlaczego to wszystko musi być takie trudne. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego za każdym razem, gdy  się do siebie zbliżamy, coś nam staje nam na drodze. Nie wiedziałem, co robię źle. Przecież ja chcę tylko, żeby była bezpieczna, żeby nic się jej nie stało. Może to jednak moja wina. Za bardzo chciałem kontrolować jej życiem, podczas, gdy o swoim całkowicie zapomniałem. – Skoro nie chcesz mojej pomocy. W porządku. Nie będę pomagał.
Zszedłem na dół i jak zwykle złapałem za szklankę.  Po co ja się przejmuje. Powinienem skupić się na szukaniu lekarstwa dla sobowtóra, żeby znów móc tworzyć hybrydy. – pomyślałem, pustko patrząc na buchający ogień w kominku. Poczułem, że co bym nie zrobił dobrego, ile okazał człowieczeństwa, ona nie zapomni nigdy o tym, …o tym wszystkim co złego zrobiłem. Próbowałem odtrącić wszystkie moje uczucia do Caroline, jednak na marne. Nie mogłem, po prostu nie mogłem zapomnieć o niej. Nie chcę się poddać. Ja wiem, że ona czuje coś do mnie, sama to wyznała. Jeszcze wczoraj, kiedy to nasze usta złączyły się, kiedy poczułem, jak nasze dusze stają się jednym.


Caroline:

            Szłam z domu Klausa do mamy. Bałam się o nią, o wszystkich, których znam i kocham. Moje myśli były skupione wyłącznie na tym. Zapomniałam szybko o mojej kłótni z Klausem. Priorytetem teraz było bezpieczeństwo najbliższych. Nie chciałam, żeby coś im się stało. – Z moich zamyśleń wyrwał mnie ból w karku. Poczułam jak werbena wchodzi w moje ciało. Ktoś złapał mnie zanim upadłam. Dalej już nie pamiętałam.
            Obudziłam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Nie byłam związana, nic po prostu leżałam na ziemi. Powoli wstałam.
- Nareszcie się obudziłaś. – usłyszałam męski głos w progu. Znów go widziałam. Poczułam, że to jest mój koniec, że nie uwolnię się i padnę, przebita drewnianym kółkiem, patrząc pusto, bez cienia życia. – Spokojnie. – zaczął się przybliżać i podniósł ręce jakby w geście pokoju. – Nie zamierzam Cię zabić. Po pierwsze jestem Nathan. Po drugie, to już ta część, która Cię interesuje, Caroline jest to ,że kiedy dowiedziałem się, że jednak przeżyłaś. Tak w ogóle przepraszam Cię za moją niedelikatność. – wyczułam sarkazm w jego głosie. – Ale do rzeczy. Pomyślałem, że możesz mi się przydać. – Gdyby nie to, że moje ciało jest osłabione werbeną i jeszcze grozi mi klątwa łowcy, ten drań już dawno by leżał ze skręconym karkiem. – Chce byś zdobyła dla mnie miecz Klausa.
- Nie ma mowy. Nie zrobię tego. – ten miecz jest ostatnią szansą Eleny na zwykłe życie.
- Wiesz ja jednak sądzę, że zrobisz to. – przerwał i zaczął chodzić po pomieszczeniu. – Widzisz ja, wiem na kim Ci zależy, kto jest Ci bliski. Dlatego nie chcesz chyba, żeby coś stało się coś tej biednej sierotce, April. – ostanie słowo wypowiedział z uśmiechem na twarzy. Nie mogłam uwierzyć, że ten drań ją porwał i nie wiadomo, gdzie ona teraz jest.
- Dotknij ją, a obiecuję, że nie dożyjesz świtu. – zacisnęłam zęby.
- U chyba jednak tego nie zrobisz. Nie chcesz pewnie mieć klątwy łowcy. Ta to nie przyjemne uczucie. A znalezienie nowego, potencjalnego jest bardzo trudne. – Byłam wściekła. Miałam ochotę wyrwać mu gardło.
- Dlaczego ja mam to zrobić?
- Bo zauważyłem, że jesteś bardzo ważna dla pewnego pierwotnego. – jego uśmiech doprowadzał mnie do szaleństwa. – A także to, że przy Tobie traci jasność umysłu. Kto inny mógłby to zrobić jak nie Ty, Caroline. Wierzę w Twoje uwodzicielskie talenty i wdzięki. Jestem pewien, że dasz radę.
- Po co Ci to lekarstwo, nie jesteś wampirem. – spytałam.
- Chcę uczynić Silasa śmiertelnym, a potem go zabić.
- Nie łatwiej poczekać, aż my je znajdziemy, sprawimy, że Elena stanie się człowiekiem i każdy wampir kto zechce nim zostać?
- Ah no tak Twoi przyjaciele. Problem jednak w tym, moja droga Caroline, że jest tylko jedna dawka, więc nie mogę pozwolić, aby ktoś inny dostał to lekarstwo, rozumiesz? – wciąż milczałam, byłam zszokowana tą informacją. – Tak więc jeśli chcesz zobaczyć April jeszcze żywą, przyniesiesz mi miecz jutro o 18 tutaj.
- Zapamiętaj jakoś znajdę w końcu sposób, by Cię zabić. – powiedziałam przez zaciśnięte zęby, kierując się w stronę wyjścia.
- Czyli się rozumiemy, Caroline? – odwróciłam się w jego stronę.
- Tak. – i już mnie nie było.
            Kierowałam się w stronę domu Salvatorów. Wiedziałam, ze jedyną osobą, która mi w tym pomoże jest Stefan. Stanęłam przed drzwiami, zawahałam się, ale po chwili pewniej zapukałam. Usłyszałam czyjeś kroki zbliżające się. W progu zobaczyłam mojego przyjaciela. Ucieszył się na mój widok, jednak po chwili minę miał smutną, dobrze wiedziałam z jakiego powodu.
- O hej Caroline, sądziłem, że nie uda Ci się uciec od niego.
- Jak widzisz jestem tu. – uśmiechnęłam się do niego. – Mam do Ciebie ważną sprawę.
- Jasne, wejdź proszę. – Spokojnie usiedliśmy w salonie. – Caroline ja bardzo chciałem Cię przeprosić za tamto, nie chciałem, żeby tak się to potoczyło.
- Nic się nie stało. Chciałeś mnie chronić jak prawdziwy przyjaciel. – złapałam go za rękę. Uśmiechnął się.
- No to jaka to sprawa. Jestem gotów. – wzięłam większy wdech.
- Chodzi o to, że ten nowy łowca porwał April Young i kazał mi przynieść miecz Klausa, bo inaczej ją zbije. – ostanie słowo nie chciało przejść mi przez gardło.
- Musimy coś zrobić, ale jeśli on dostanie miecze, Elena już na zawsze będzie wampirem z mojej winy. – rozumiałam Stefana, ale nie mogłam pozwolić, aby coś stało się April.
- Jest jeszcze jeden problem. Istnieje tylko jedna dawka lekarstwa. Tylko dla jednego wampira. – poczułam, ze to był dla niego ogromny cios. Nigdy mi tego nie powiedział, ale w głębi wiedziałam, że także pragnął zostać człowiekiem. – Przykro mi, Stefan. - milczał, jednak po chwili wstał.
- Teraz najważniejsza jest April, musimy dać mu ten miecz. W jaki sposób go zdobędziemy?
- Pomyślałam, że może ja zajmę czymś Klausa, a Ty wkradniesz się do jego domu i zabierzesz miecz.
- Da się zrobić.
- Powiem, że muszę się z nim spotkać i porozmawiać. – Wiedziałam, że to będzie okropne, że to może do reszty skrzywdzić Klausa, ale musiałam to zrobić. Nie było innego wyboru.

Oto i 6 rozdział. Bardzo bardzo bardzo chciałam Was przeprosić za moją długą nieobecność. Zabierałam się za ten rozdział wieki. Był już dawno w mojej głowie, ale nie mogłam go jakoś ubrać w słowa. Nie wiem, co sadzić o tym rozdziale, taki jakiś nijaki mi wyszedł. Ale ocenę pozostawiam Wam, moi drodzy. Jeszcze raz bardzo przepraszam i zapraszam do komentowania, bardzo mi na tym należy :) Pozdrawiam ;*********

środa, 27 lutego 2013

Ogłoszenie

            Nowy rozdział pojawi się w ten weekend, ale ta spadająca ilość komentarzy mnie martwi, chyba jestem coraz gorsza :( No ale cóż zobaczę po nowym rozdziale czy dalej kontynuować pisanie tej historii.
W najnowszym rozdziale będzie na pewno więcej akcji oraz pokarze, że Caroline nie zawsze trzeba ratować :)

oraz w ten weekend mam zamiar nadrobić zaległości w czytaniu Waszych historii. :)

PS 
Przepraszam, ale chyba się przeliczyłam, myślałam, że dam radę napisać w ten weekend, ale prezentacja z biologii, mnie powstrzymała. Ale jest dobra wiadomość. Rozdział zaczęłam pisać i już na początku będzie Klaroline.

sobota, 23 lutego 2013

Rozdział 5


 Caroline:

Nasze usta się złączyły. W jednym ułamku sekundy poczułam przypływ emocji. Od dłuższego czasu pierwszy raz mam wrażenie, że jestem naprawdę szczęśliwa, że moje życie nabiera sensu, a ja mogę w końcu przestać winić się za wszystko co się dookoła mnie dzieje. Moje serce zawładnęło umysłem, który czułam, że krzyczy do mnie, żebym tego nie robiła, żebym jak najszybciej to skończyła. Ale nie mogłam, coś we mnie pragnęło być blisko kogoś, czuć ciepło i być kochaną. Otworzyłam oczy, uświadamiając sobie co ja właśnie robię. Przecież to Klaus, morderca bez uczuć i skrupułów. Nie mogłam, nie mogłam po tym wszystkim co zrobił, ile cierpienia wyrządził niewinnym ludziom, włączając w to moich przyjaciół. Szybko się od niego odsunęłam i z wampirzą szybkością znalazłam się na środku salonu.
- Klaus ja nie mogę… nie mogę po tym wszystkim… - powiedziałam,  czując jak moje policzki stają się wilgotne.  – To nie ma prawa istnieć. Nie może. Rozumiesz? – mówiłam powstrzymując płacz. Nie chciałam, żeby widział , że mi zależy, że nie jest mi obojętny. Musiałam być stanowcza. Choć czułam , że mi to nie idzie, bo mój głos z każdym słowem, załamywał się coraz bardziej. Klaus szybko pobiegł do mnie i otarł niesforną łzę na mojej twarzy. Spojrzałam na niego, wiedziałam, że mnie rozumie.
- Caroline… - pierwotny zbliżał swoją twarz. Chciałam go pocałować i ulec, ale nie mogłam. Szybko się od niego odsunęłam.
- Muszę iść do mamy. – powiedziałam, aby jak najszybciej zmienić temat. – Musze jej powiedzieć o nowym łowcy, który jest w Falls. – Już łapałam za klamkę, gdy nagle poczułam silny ucisk na nadgarstku.
- Nigdzie nie idziesz. – warknął Klaus zmieniając ton na stanowczy i szorstki.
- Puść mnie, Klaus!! Puść mnie, słyszysz?! – wyrywałam się, lecz uścisk hybrydy był zbyt silny. Do pokoju przybiegł Stefan. Nie wiedział co się dzieje.
- Klaus zostaw ją w tej chwili. – powiedział, podchodząc spokojnie do nas.
- Stefan! Nie mieszaj się w to! – warknął. Uścisk był coraz mocniejszy.
- Zostaw mnie!! Co się z Tobą dzieje?! – krzyczałam mu prosto w twarz.
- Nic! Po prostu nie pójdziesz, bo tam może czekać łowca. Nie rozumiesz, że on może Cię skrzywdzić!
- W tej chwili Ty to robisz. – Spojrzał na mnie zimnym spojrzeniem, jakbym powiedziała coś, co sprawiło, że jego serce przestało bić.
- Wracamy do mojego domu, będziesz tam bezpieczna. – próbował uspokoić sytuację.
- Co? – usłyszałam zdziwienie Stefana. – Już zapomniałeś, że to w Twoim domu, została zaatakowana, że właśnie tam mogła zginąć. – Klaus wiedział, że Salvatore miał rację, ale nie chciał tego przyznać.
- Powiedziałem, że Caroline idzie ze mną. – rozkazała wrogo hybryda.
- Nie pozwolę, żebyś ją zabrał. – Stefan szybko złapał za rękę pierwotnego, którą mnie trzymał i błyskawicznym ruchem, uwolnił. Klaus był wściekły. Rzucił się na mojego przyjaciela. Doszło między nimi do walki, a ja nie wiedziałam co zrobić, ale byłam świadoma, że muszę jak najszybciej działać. Podbiegłam do nich i próbowałam ich jakoś rozdzielić, ale byłam bezsilna w porównaniu z ich siłą.
- Uspokójcie się!! Słyszycie?! – krzyczałam, ale to nic nie dawało. Zaczęli jeden drugiego obijać o ściany. Podeszłam bliżej nich i nagle poczułam potężne uderzenie ciała Klausa, które Stefan rzucił. Ogarnął mnie ogromny ból tak mocny, że straciłam przytomność.

Klaus:

            Byłem wściekły na Stefana. Miałem dosyć tego, że próbuje mi rozkazywać. Nie wie, że to ja dyktuję wszystkim co mają robić i nikt, a tym bardzie j jakiś 200 letni wampir nie będzie mną rządzić. Caroline starała się nas uspokoić, ale żaden z nas nie miał zamiaru odpuścić.
- Uspokójcie się!! Słyszycie?! – krzyczała, ale bez efektów. Była przerażona, nie chciałem, aby cierpiała. Po chwili zaczęliśmy, rzucać sobą o ściany, każdy następny cios był mocniejszy z mojej jak i jego strony. Nagle Stefan podniósł mnie i popchnął tak mocno, że uderzyłem o moją ukochaną. W tym momencie,  mina młodego Salvatore zmieniła się ze wściekłości w smutek. Podbiegłem do nieprzytomnej Caroline, łapiąc ją delikatnie za głowę  i odgarniając z jej policzków kosmyki blond włosów.  Stefan szybko pobiegł do niej i upadł obok na kolana.
- O nie… Co ja zrobiłem.. – powiedział spuszczając smutno głowę. Podniosłem Caroline na ręce i spojrzałem mu w oczy z pogardą. Z wampirzą szybkością wybiegłem wraz z moją anielicą z domu braci prosto do mojej rezydencji.
Wszedłem do środka i z żalem spoglądałem na wampirzycę. Tak bardzo pragnąłem, żeby nie stała jej się krzywda, a tym czasem, ja sam stałem się jej przyczyną. Chciałem ją przeprosić, przytulić i jeszcze raz pocałować. Tęskniłem za jej uśmiechem i kpiącym spojrzeniem. Zaniosłem ją do pokoju obok mojej sypialni, ponieważ patrząc na dwa nieżywe ciała wampirów pod drzwiami, środek był zrujnowany. Delikatnie położyłem blond piękność na miękkim łóżku i jeszcze raz spojrzałem na jej bladą twarz. Ostrożnie pogładziłem ręką po jej gładkim policzku. Oddychała tak spokojnie, pochyliłem się nad nią i czule ucałowałem ją w czoło.  Caroline lekko się poruszyła i odwróciła głowę w drugą stronę. Musiałem dać jej odpocząć, więc cicho opuściłem pokój.

Caroline:

            Stałam na pięknej polanie i czułam się cudownie, czułam się naprawdę szczęśliwa. Promienie słońca delikatnie ogrzewały moją skórę. Słyszałam szum wiatru, który poruszał gałęziami drzew. To było naprawdę wspaniałe i sprawiło, że zapomniałam o wszystkich smutkach.
            Nagle niebo poszarzało, słońce znikło, a na polanie pojawił się wicher. Zamknęłam oczy, chcąc się obudzić, lecz gdy je otworzyłam, moje serce zaczęło szybciej bić, a oddech gwałtowanie przyspieszać. Zobaczyłam leżące dookoła mnie ciała moich przyjaciół. Eleny, Stefana, Damona,… Tylera, a nawet.. Klausa. Wszyscy mieli serca przebite zakrwawionymi kołkami.. Do moich oczu zaczęły napływać łzy. Upadłam na kolana i  wybuchłam płaczem. Patrzyłam w ich zimne i martwe spojrzenia. Po chwili usłyszałam kroki za moimi plecami. Szybko wstałam i obróciłam się w ich stronę. Zobaczyłam go, zobaczyłam mężczyznę, którego spotkałam  kawiarni, który kilka godzin temu próbował pozbawić mnie życia. Nie mogłam się ruszyć. Podszedł do mnie i cicho powiedział mi do ucha:
- Teraz Twoja kolej. – po czym wbił mi kołek prosto w serce.
- Niee.. – wyszeptałam i jak kamień upadłam na ziemię.
Obudziłam się zlana potem.
- To był sen… - poczułam ulgę. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego prześladują mnie koszmary. Najpierw April, teraz to. A jeśli to się wydarzy, a co jeśli będę musiała patrzeć jak każdy z moich przyjaciół umiera. – zlękłam się myślach i natychmiast swoją uwagę zwróciłam na pomieszczenie, w którym się znajdowałam.  Ściany były jasno szare, a podłogi ciemne, wszystko było dobrane w staroświeckim stylu. Od razy pomyślałam o Klausie. Pewnie on mnie tu przyniósł, gdy straciłam przytomność. - Na tę myśl na mojej twarzy zagościł uśmiech, lecz został natomiast zastąpiony wyrazem złości. Przypomniałam sobie co się wczoraj wydarzyło w domu Salvatorów, jak Klaus nie chciał mnie puścić do mojej mamy, jaki ból sprawiał mi jego potężny uścisk. Kolejny raz chciałam go uderzyć w twarz. Nagle poczułam jak opadam z sił. Dopiero teraz uświadomiłam sobie jaka jest wyczerpana i spragniona krwi, podeszłam z powrotem do łóżka i usiadłam. Nie mogłam nic zrobić, nawet wściekać się na Klausa… Po chwili, dzięki wyostrzonemu słuchowi, wiedziałam, że ktoś zbliża się do pokoju, w którym się znajdowałam.
- Jeśli to kolejne wampiry Klausa to własnoręcznie wyrwę im serca. – powiedziałam zaciskając zęby. Drzwi powoli otworzyły się i w progu stanęła pierwotna hybryda, uśmiechając się do mnie.
- Witaj kochanie. 

No i oto 5 rozdział po bardzo długiej przerwie. Jeszcze raz chciałam wszystkich przeprosić za moją nieobecność, ale nie miałam czasu dokończyć rozdział. A co do rozdziału to mi się tak średnio podoba taki nijaki, ale nie będę mówiła, że okropny bo ostatnio dostałam od Was opiernicz. :D Tak się zastanawiam czy ktoś jeszcze wgl czyta mojego bloga. Mam nadzieję, że jednak tak. Postanowiłam, że teraz będę w każdy weekend dodawać nowy post, pod warunkiem, że będę mieć wenę. Jeszcze raz przepraszam Was. :) Pozdrawiam i przesyłam całusy ;********

PS
Jak Wam się podobał nowy odcinek, bo ja cały przeryczałam :'( Jeremy [*]